W niedzielę została wykonałem sesję narzeczeńską… na wsi! I to na wsi na wsi! Co to oznacza? Że żeby dojechać do Pary Młodej, musiałem zboczyć z drogi, jechać brukiem, gdzie już nawet poczta nie dociera, a oficjalnym budzikiem jest ryk koguta:).
Zaproszenie dostałem od Oktawii i Rafała, którzy marzyli o wyluzowanej sesji narzeczeńskiej wśród krów, siana i obok… sławojki. No dobra, ale jak to wyszło w praktyce? Wszak bardzo często Pary Młode decydują się na bardzo poważne sesje, gdzie nie ma nawet miejsca na niewielki humor.
No dobra – aby się wyluzować, narzeczeni napili się kilka łyków wódki i… się zaczęło! Jako, że obydwoje byli u siebie, mogli pić we dwoje i sami się nawet ustawiali! Musiałem jedynie pilnować, by dobrze zrobić zdjęcia :). Efekty są poniżej:
Sesja narzeczeńska ma sporo plusów.
Przede wszystkim przyszła para ślubna poznaje swojego fotografa ślubnego. To jest bardzo ważne, bo czasem jedynie widzą fotografa między sobą a księdzem i tylko fotograf może dodać chociaż troszkę otuchy:).
Poza tym – ja jako fotograf – poznaję Was bliżej, dzięki czemu poznaję Wasze oczekiwania, pomysły jak też i zainteresowania. Po prostu stajecie się bardziej bliscy i na pewno lepiej będzie się razem współpracowało.
No i jeszcze na koniec:
To była jedna z ciekawszych sesji zdjęciowych! Był to bardzo fajnie spędzony przeze mnie czas i cieszę się, że mogłem doświadczyć troszkę… hmmm wiejskiego klimatu 🙂